O żuku (1)

    Jest to historia jakich wiele, jednak ta jest wyjątkowo przykra i samego mnie nawet jej zakończenie zasmuciło, jeśli wręcz nie powiedzieć – przybiło. Nieszczęsny nasz bohater, grubawy żuk o tysiącu par oczu, choć sam wolał określenie “przy kości”, choć kości nie posiadał, a jedynie chitynowy pancerzyk, przybył jak co dzień na deskorolce do pracy. To znaczy kiedy była ładna pogoda, to jeździł na deskorolce, a kiedy była brzydka, to tramwajem, ale tego feralnego dnia było akurat słońce. Wiosna w pełni, wszystko budzi się do życia i nawet takiemu ponurakowi jak żuk, administrator sieci w małej firemce produkującej łupiny od orzechów było tego dnia lżej na sercu. Branża IT to nie jest łatwy kawałek chleba, mnóstwo jest w niej przeciwności losu i pół biedy jeśli opór stawia materia nieożywiona, z którą zawsze można sobie jakoś poradzić. Prawdziwe problemy stanowi czynnik ludzki, a raczej w naszym przypadku czynnik robaczywy, który miewa humory, wybujałe ego, przerosty formy nad treścią, przerosty tego, czy tamtego. To wszystko mając w pamięci, żuk nie za bardzo lubił swoją pracę, ale cóż było robić. Pracowało się.
    Jednak tego dnia coś było inaczej. Pojawili się nowi pracownicy z biura pracy czasowej. Mrówka, wołek zbożowy i motylica. Wszyscy troje mieli takie śmieszne czerwone koszulki z logiem firmy która ich wypożyczyła (na jakiś czas, bo to zajęcie czasowe) i generalnie zrzucano na nich wszystkie najgorsze zadania, których nikt inny nie chciał robić, albo odkładał w nieskończoność. Pracowali w milczeniu i jak większość nowych pracowników byli trochę jakby przestraszeni, trochę jakby niepewność w ich ruchach było widać. Na przerwie obiadowej usiedli wszyscy troje przy jednym stoliku na stołówce i trzymali się z daleka od wszystkich, ze sobą zresztą także niezbyt rozmawiając. Żal się zrobiło dobrodusznemu żukowi tych sierot, poczłapał więc do nich i kulturalnie zapytawszy dosiadł się do jedzących. Z tymi dwoma ponurakami, to niezbyt mu się udawało nawiązać kontakt, ale z motylicą wręcz przeciwnie. Była wesoła, niegłupia, śmiała się z żukowych dowcipów, a przede wszystkim była piękna. Kolorowe jej sukienki, falbanki powiewały na wietrze, niby to jakieś kwieciste wzory, ale tak na prawdę jakieś raczej geometryczne kształty, zygzaki, plamy, żuk nie mógł za bardzo dostrzec co to właściwie jest, dość, że wyglądało ładnie i pasowało do niej. Włosy miała całkiem długie, ale nie za długie, jakie miewają czasami głęboko wierzące dziewczęta, które chyba po prostu zapominają je przycinać, wszak mają ważniejsze rzeczy na głowie. Żuk nie był za bardzo wierzący, poza tym jak każdy mężczyzna lubił gdy dziewczęta dbały o siebie i wyglądały pięknie. Obiad skończył się zdecydowanie za szybko, zresztą i tak wyszli ze stołówki jako ostatni i żuk martwił się nawet, czy motylica nie będzie miała przez to problemów, ale zapomniał potem ją o to zapytać.
    Tego dnia nie mógł już wysiedzieć w pracy. Cały czas myślał o nowej koleżance, znalazł ją nawet na fejsbuku i dodał do znajomych, a potem resztę dnia sprawdzał czy go zaakceptowała. Niedługo potem umówili się na lody malinowe, które ślimak sprzedawał nieopodal. Dziwne, bo miał tylko malinowe, nigdy nie miał żadnych innych smaków… Spotykali się codziennie. Żuk był nawet trochę zaskoczony, bo motylica wydawała się odwzajemniać jego uczucie i to było naprawdę widać. Cały czas chciała być z nim i cały czas wysyłała do niego smsy, co go niezmiernie cieszyło. Żuk miał kiedyś dziewczynę, ale z tamtą było inaczej. Nigdy tak na prawdę nie wiedział i nigdy się nie dowiedział co w jej głowie siedziało, jeśli w ogóle coś tam było. Nigdy nie był pewny uczuć tamtej i chyba zresztą słusznie, bo wkrótce potem go rzuciła.
    Tak mijały dni (właściwie to tydzień), lecz ósmego dnia, kiedy mieli się znów spotkać po pracy, coś się stało i motylica nie przyszła. Żuk się zmartwił mając w pamięci zaangażowanie swojej ukochanej, ale zaraz potem przyszło zwątpienie – “O ja głupi, nieszczęśliwy żuk przy kości, niecnota. Co ja sobie wyobrażałem? Taka laska i ja… To się musiało skończyć” – dramatyzował.

1 comment for “O żuku (1)

  1. April 26, 2011 at 9:39 pm

    Biedny żuk przy kości bez kości :-(

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *