Muzyczne odkrycia.

Bardzo lubię muzyczne i filmowe odkrycia. Na przykład jak okazuje się, że P.J. Harvey śpiewa w jakimś kawałku z Tomem Yorke’em, że elfickie śpiewy we władcy pierścieni to Liz Fraser z niegdysiejszego Cocteau Twins lub że zabawny gość z kubełkiem KFC na głowie o pseudonimie Buckethead gra w zespole z Bill’em Laswell’em, którego nazwisko kojarzę z Jazz radia (i w jednym ze stu moich najulubieńszych kawałków ,,If 6 was 9” Axiom Funk. To właśnie on gra tam na gitarze). No i otóż, azali, a więc ponieważ, odkryłem ostatnio 3 fajne lub mniej fajne rzeczy w tym guście.

Numer jeden, to zespół Mandalay. Historia tego odkrycia sięga dawnych czasów, kiedy to poznawałem moją jedynąnajfajniejsząnajukochańszą Asiunię. W skrócie : mamy płytę Portishead, na której sprytny ruski nagrał jeszcze 3 jakieś kawałki, bo było wolne miejsce, no i po co ma się zmarnować? Zawsze myśleliśmy, że to też jest Portishead, tylko jakoś głos nie pasował. Znamy jednak płytę Beth Gibbons & Rustin Man i wiemy, że ta pani dużo potrafi, co nas przekonało, że to jednak może być ona. Pewnego brzydkiego dnia jednak, wpisałem w Google słowa lecącej właśnie piosenki i wyskoczyło mi ,,Mandalay”. Sie okazało, że jest jeszcze jeden zespół triphopowy, ktory ma (przynajmniej 3) fajne kawałki.

Drugie odkrycie dotyczy fenomenalnej piosenki zespołu Air pod tytułem ,,All I need”. Postanowiłem sprawdzić kto to śpiewa i wyskoczyło : Beth Hirsch. Tu niestety ogromny zawód mnie spotkał. Jakieś takieś nijakieś i w dodatku z paskudnie amerykańskim akcentem. Asia nazywa takie coś krótko : ,,kaczor-donald-farmę-miał”.

No. A 3cie odkrycie to jest zespół Miłość Tymona Tymańskiego, który mnie zainteresował jako że jest to Jazz i jako że można usłyszeć w nim Leszka Możdżera, którego lubimy bardzo. Jeszcze zespołu Miłość nie słuchałem, ale może jakoś się uda (oczywiście legalnie :). Na stronie Tymańskiego znajdujemy mnóstwo informacji o inspirujących go zespołach i artystach. Między innymi zespół ze straszną nazwą ,,Joy Division”, który obijał mi się wielokrotnie o uszy, ale nigdy jakoś nie miałem okazji go posłuchać i nie wiedziałem, że nazwa jest taka straszna (na Wikipedii przeczytałem), The Birthday Party Nicka Cave’a i zupełnie mi nie znany Pere Ubu. Aha i jeszcze przewinęła się na stronie Tymańskiego nazwa ,,Pink Freud” – też trzeba będzie posłuchać.

Post navigation

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *