kierowca

Wracając tego samego dnia tą samą linią do domu, uciąłem sobie miłą pogawędkę z kierowcą. Palił koło autobusu, a ja po naciśnięciu wszystkich możliwych guzików z zewnątrz i stwierdzeniu ,,że nie działa”, poszedłem z nim pogadać. Najpierw się zapytałem grzecznie, czy można wsiadać (autobus stał na pętli i wyglądał na opuszczony), a potem jakoś tak wywiązała się rozmowa. Tematy były czysto autobusowo-komunikacyjne. Doszliśmy do porozumienia, że pętla autobusowa była kiedyś mniejsza, ze 501 nazywało się kiedyś 407 i że mi się osobiście numer 407 bardziej podoba (no w końcu to numer z dzieciństwa), ale jednak 407 nie kursowało w wikendy. Że w Warszawie kiedyś było dużo trolejbusów (padły nawet jakieś numery – wszystkie na pięćdziesiąt) i że to, że wycofano linię 51 (też numer z dzieciństwa) do Piaseczna to wielki błąd, bo trolejbusy były fajne, czasem się paliły i jak pantograf spadł z trakcji, to coś się przynajmniej działo. Że niektórzy kierowcy to nie lubią zmieniać linii i cały czas jeżdżą na tej samej, ale osobiście, to pan kierowca by dostał bzika i jeździ na różnych trasach (w tym na 709, które zastąpiło 51). Na koniec padło stwierdzenie, pod którym i ja się podpisuję nogami i rękami, że Ikarusy są super, a Solarisy są do bani. Nie dość, że okna się nie otwierają i w lato jest gorąco, to się strasznie psują (zwłaszcza od wilgoci i upałów). Potem pojechaliśmy.

Post navigation

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *