John

Hej. Pozdrawiam Was z ciepłego norweskiego mieszkanka, do którego zaprosił nas John. Ale od początku. Wstajemy rano i witamy się z niemieckim kolegą. Robimy mu jeszcze raz herbaty, a potem on jedzie w sobie tylko znanym kierunku. Pogoda jest wspaniała, troszkę tylko chmurek. Dzięki temu namiot nam wysechł i reszta rzeczy tez trochę. Przyjemnie było zwinąć w końcu suchy namiot. Ruszamy dalej wzdłuż jeziora, czy może fiordu (już sam nie wiem) o nazwie Tyrifjorden. Dość, że podążaliśmy trasą 287, która na początku miała strasznie złą nawierzchnię, nawet jak na polskie standardy. Zaczęło padać. Niestety padało już do końca dnia, a wiec od około 14 do końca byliśmy mokrzy. Asia twierdzi, że przed Sylling były jakieś ładne widoki. Nawet jakieś zdjęcia robiła, ale ja byłem przemoczony totalnie i zły na tą całą głupią pogodę i wpatrywałem się tylko w szosę metr przede mną. W Sylling kupiliśmy potetsalad. Dosyć paskudna wiocha, dużo pól z truskawkami, straszą napisy “no work”. Skoro no work, to jedziemy dalej. Wjeżdżamy na 284. Po drodze znajdujemy wiatkę, gdzie jest w miarę sucho, więc zżeramy potetsalad i dużo ciasteczek x-tra (ja pomagam wielkiemu ślimakowi bez skorupki wdrapać się do pudełka z truskawkami, które ktoś wyrzucił do śmietnika). W końcu 284 dochodzi do E16. Cali pełni obaw o ścieżkę rowerową wjeżdżamy na górę. Początkowo jedziemy E16, ale szybko znajduje się ścieżka. No i zaczyna się koszmar. Już nie pada, tylko zaczyna lać. Ścieżka bawi się z nami w chowanego. To znika, to rozdwaja się, to znów czmycha w las żeby zamienić się w błotnistą dróżkę. Jesteśmy jakieś 20 km od Oslo. Kiedy kolejny raz nie wiemy gdzie jechać i jedziemy na ślepo (i nawet musieliśmy zawrócić) Asia rzuca rower na ziemię i klnie na cala Norwegię i naród norweski (sorry John, jeśli to faktycznie przetłumaczyłeś, Asia była strasznie mokra i zmęczona). E16 znikła pod tunelem, a więc my musimy sobie jakoś radzić nad nim. Trafiamy na jakieś osiedle, pytam gościa czy dobrze jedziemy, tłumaczy, że OK, ale średnio udaje mi się zapamiętać jego wskazówki. W końcu trafiamy na jakieś większe skrzyżowanie i tam drapiemy się (trasa 160 odchodząca od E16) na górę. Wtem zauważam rowerzystę z sakwami i zatkniętą norweską flagą. Ten będzie wiedział, myślę, i dalej go gonić. Okazuje się, że nie wie dokładnie jak nam wytłumaczyć jak dojechać do centrum (na rowerze), ale stąd jest jakieś 20km do Oslo. Już w drugim zdaniu proponuje, żebyśmy zanocowali u niego. Kiedy dowiaduje się, że jesteśmy z Polski, mówi mi “dzień dobry!”. Tak samo wita Asie, która dojechała z dołu i ponawia propozycję. Decydujemy się ją przyjąć i po paru chwilach jesteśmy już u naszego gospodarza. Złapaliśmy go, kiedy właśnie wracał z 9cio dniowej wyprawy z Danii (złapaliśmy go dosłownie 50m przed domem). Mieszkanko super. Prysznic i ciepła woda po raz pierwszy od prawie 3 tygodni. Ugotowaliśmy sobie na prawdziwej kuchence swoje makarony (John oferował picce, ale głupio nam było), a John wyjaśnił nam bardziej niż dokładnie jak mamy jutro jechać. Dał plan Oslo ze wszystkimi ścieżkami rowerowymi i napisał na kartce po kolei gdzie i jak jechać (z dystansami i nazwami ulic etc). Także gościnność niesamowita. Tłumaczy ją tym, że sam został kiedyś tak ugoszczony i chciał zrobić dla kogoś tak samo. Strasznie fajne to mieszkanie. To jest jakby blok, który ma tylko jedno piętro (John : u nas bloki najczęściej mają po 10 pieter i są ohydne). No i tak o. Dostałem nawet dostęp do wifi w domu, więc wysyłam tego maila za free i nawet sprawdziliśmy najnowsze wieści o śtp Majkelu. Licznik zostawiłem na rowerze w piwnicy, więc dziś nie napiszę statystyk, ale około 65km zrobiliśmy. Buziaki.

2 comments for “John

  1. maria
    July 23, 2009 at 8:32 am

    To super że trafiliście na takiego fajnego Norwega. cieszę sie. ale swoją drogą to pewnie dawno tak często i to w dodatku codziennie nie mokliście. no ale to pewnia taka uroda tej krainy, a może to w tym roku tak pada i pada. u nas też. jutro ostatni dzień w pracy przed urlopem. super!!!!!!!!! nie mogę się doczekać na was. całuje i do roboty bo mam sporo przed urlopem muszę się wyrobić caałuje!!!!!!!!!!!! mama

  2. July 23, 2009 at 9:09 pm

    Nie mogę się doczekać zdjęć z Waszego wyjazdu!
    Michał i ja w końcu zdecydowaliśmy się na Łotwę i Estonię (braliśmy pod uwagę też Rumunię). Okazuje się, dziś sprawdziłam, że da się z Wilna dojechać do Talina, autobusem, z przesiadką w Rydze. Autobusów jest nawet całkiem sporo. Więc może zaczniemy z Talina, o.
    Uściski.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *