Dzień chyba 17

Witamy witamy. Tu Asia i Iwasz z mokrej Norwegii. Wczorajsza notka miała zły tytuł, bo do miejscowości Gol dojechaliśmy dopiero dzisiaj. Jeszcze nigdy chyba nie byliśmy z Asią (ani osobno) ma wakacjach, gdzie tak by lalo. Nie zrozumcie nas źle, nie narzekamy. Po prostu chcemy przekazać wam ta mokra atmosferę, żebyście wiedzieli jak tu jest. Śniło mi się dziś, ze znalazłem jakiś magiczny kamień i chciałem go sprzedać za kilka koron. Nie wiedziałem ile jest wart. Zapytałem mędrca, a ten powiedział, ze kamień jest wart 15 rubli, co daje 15000 koron. Natychmiast znalazły się zbiry, które chciały nam go zabrać. Ten jakże ciekawy sen przerwało mi jednak monotonne bębnienie deszczu o namiot. Nasz dzielny namiot, który ani razu jeszcze nie przemókł. Nie chciało nam się wyłazić. Najpierw pojedynczo wyleźliśmy na chwilkę na siku. Potem drzemka. Następnie kanapki z sjokolade również w namiocie, a potem przerwa (a może przestanie padać?). Potem Asia umyła głowę w jeziorze i znów przerwa w namiocie. Potem zagotowaliśmy wodę na kaszkę (taką dla niemowlaków – Asia wyczytała to gdzieś) i znów czekamy aż przestanie padać. W ten sposób zrobiło się strasznie późno i wyruszyliśmy o rekordowej godzinie : 1600. Jedziemy 7demka do Gol. Leje. Uprane wczoraj rzeczy wyglądają jak “obsrane” (cytat z mojej żony). Asia ma trochę gorzej z oponami, bo ma sliki Smoothie i do nich chyba woda się przykleja (nie odprowadza się na zewnątrz, bo maja mało bieżnika) i sika na wszystkie strony. Obydwoje nie mamy błotników. Na mnie jakoś woda w ogóle nie leci, ale ja mam opony polecone przez Maćka z pracy (Schwalbe Marathon), którego pozdrawiam ogromnie. To on uświadomił mi co to są nowoczesne rowery (nie romet) i że są fajne i że jednak nie wszystko w nich przykręca się na śrubę 13. Tak więc docieramy do Gol, ja, czyli kapitan i kuchcik cały w kropki. W Coopie robimy megazakupy za 280nok. Same pyszności, min. jabłka i rarytas : puree ziemniaczane w proszku mit milch, ale o tym później. Przed sklepem zaparkowany inny rower z sakwami, dalej w mieście mijamy 2 kolejne. Jedziemy do turist-informacji, żeby się dowiedzieć jak jechać do Oslo, ale jest 15 po 18 i zamknięte. Tam pod info poznajemy sympatycznego Niemca, miłośnika jazzu, który na rowerze jeździ śladem festiwali i koncertów. Pogadaliśmy trochę i dalej przenieśliśmy się pod wiatę przystanku autobusowego z zamiarem konsumpcji sałatek w liczbie 2. Jedna potetsalat, a druga (szaleństwo) krewetkowa. Potet lepsza. Nie chce nam się, ale ruszamy. Od Niemca i z tabliczki koło info dowiedzieliśmy się mniej więcej, że z Gol prowadzi do Svenkerut, a dalej do Nesbyen ścieżka rowerowa, czy raczej jakiś rodzaj szlaku. Okazało się to być błotnisto-kamienistym szutrem w mokrym lesie. Ale ładnie całkiem. Gdyby było słoneczko, to byłaby to bardzo przyjemna trasa. Oznaczenia szlaku słabe, dlatego błądzimy raz czy 2. W Nesbyen bierzemy wodę od Norwega, który akurat parkuje samochód koło domu. Pyta dokąd jedziemy, na odpowiedź reaguje ze zrozumieniem : “Oszlo!”. Także jedziemy teraz do Oszlo, nie ma już mowy o zwykłym Oslo. Nie możemy znaleźć naszego szlaku. Postanawiamy z 15 km pojechać 7. Nie ma szczęśliwie zakazu dla rowera. Ruch raczej słabosilny. Kawałek ścieżki nawet zrobili. W miejscowości Bromma skręcamy na drogę 287. Od Niemca wiemy, ze będzie koło 20 km pod górę, a potem koło 80 km w dół do Amot. Dalej do Oszlo już bliszko. Rozbijamy się w gęstym zagajniku zaraz za zjazdem z 7demki. Pokapuje. Na obiad kuchcik zrobił pyszne pure. i tu należy się ogromna pochwała i uznanie, bowiem skomplikowana instrukcja była na torebce tylko po Norwesku! A nie było to proste. Najpierw 0.3 l wody z olejem i solą zagotować, potem 0.2 dolać zimnej. Potem wsypać, mieszać i jeszcze podgrzać. Czy jakoć tak. Wkamcie ziemniaki wyszły i były pycho. Kotlety sojowe tez, więc mieliśmy prawdziwie polskie danie. Zamiast surówki kukurydza z puszki Coop. Mniam. Teraz popijamy herbatę i zajadamy wafelki Coop. Asia każe dopisać, że robi się jej zimno i chce nowe buty SPD (już ma, dzisiaj kupiła przyp. red.). Jej buty nadają się już tylko do wyrzucenia, mamy nadzieję, że uda się na nich dojechać. Porwały się i rozmiękły już zupełnie. Nie ma jak buty szimano. Buziaki. Trip : 67.65, time : 3:53, avg : 17.39.

Post navigation

2 comments for “Dzień chyba 17

  1. Maciek
    July 21, 2009 at 8:43 am

    Maciek z pracy, stały czytelnik bloga, tez Was goraco pozdrawia. :) Asi buty wywalcie i sie nie meczcie z nimi – w zwyklych butach tez da sie na spdach jezdzic. Trzymajcie sie cieplo (i sucho (; ) i szczesliwej drogi do Oszlo.

  2. maria
    July 21, 2009 at 9:16 am

    Hej dzieciaki! Łukaszu, jak znajdziesz magiczny kamień, absolutnie go nie sprzedawaj, zawsze może ci się przydać…..a tak a propos pogody to chyba u nas ciut lepsza chociaż to też zależy gdzie, w jakie części Polski… ale pada codziennie, czyli też mokro. dawno nie pamiętam tak mokrego lata i w sumie nie za ciepłego. i przypomniałam sobie moje wczsy z mamą jakieś , no trzydzięsci parę lat temu???to ja już mam ile lat?????????????? zgroza! kiedy lało przez całe 2 tygodnie czyli przez całe wywczsy. przestało lać jak wyjeżdżałyśmy. do tej pory pamięta. tak że nie macie najgorzej, macie przerwy w padaniu. całuje mocno kapitana i kuchcika mama ps. czy kuchcik sam się zgodził zostać kuchcikiem, czy został demokratycznie wybrany przez ciebie?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *