Romet Canyon 1994-2008

A tak lubiłem ten rower… Jechałem sobie do pracy ulicą, jezdnia była mokra. Prędkość około 30 kmh. Wtem samochód kombi skręcił w lewo wymuszając pierwszeństwo, a ja walnąłem w jego przód. Poleciałem na maskę, trzepnąłem w szybę i spadłem z drugiej strony, koło drzwi kierowcy. Szyba zupełnie rozbita, zderzak pęknięty, maska porysowana. Rower jeszcze gorzej, bo zmienił geometrię. Do wyrzucenia (link).
glowka ramy zgieta

Nie wiem jak na przyszłość zapobiec takim wypadkom. Chyba po prostu nie jeździć, albo jeździć 15kmh po chodniku. Nie wiem. Samą stłuczkę pamiętam jako sekwencję obrazów i odczuć : zdziwienie (,,kiedy on się w końcu zatrzyma? zawsze się zatrzymują po środku i czekają…”), szarpnięcie + totalny wkurw już na ziemi. Jacyś przechodnie podeszli, pytali, czy nic mi nie jest i kazali spisywać kierowcę, bo ,,ja też tak miałem, nic mi nie było, a potem się okazało, że złamane w 3 miejscach…”. No więc spisujemy, deszcz pada, rower zdechły, telefon do żony, i do domciu. Za 10 dni zaczyna mi się urlop – wycieczka rowerowa na Litwę i Łotwę, a ja mam problem. I małe zadrapanie na dłoni.

Koszulka

Wchodzimy do sklepu rowerowego, ja mam koszulkę z napisem ,,Kocham Aśkę”. Młody sprzedawca po chwili milczenia pyta ni z tego ni z owego :
– Przepraszam, czy pani ma na imię Joanna? – Asia nieco zaskoczona i zdenerwowana, poważnym tonem :
– Tak, a o co chodzi?
– No Asia, patrz jaką mam koszulkę – pokazałem jej na tiszert starając się rozładować tę dziwną sytuację.
Swoją drogą wtedy musiało być ciepło… Nie to co teraz…